Archiwum kategorii: Kosmetyki

Tu piszemy o nowych kosmetykach, udostępniamy opinie i recenzje.

Historia szminki

Nie ma chyba bardziej kobiecego kosmetyku niż szminka. Jeżeli zapytamy kogokolwiek o kosmetyk do makijażu, skojarzenie ze szminką jest natychmiastowe.

Pomadki vintage w metalowych tubkach
Pomadki vintage w metalowych tubkach.

Trudno jest odnaleźć w historii początki pomadki. Ludzie zawsze używali rozmaitych mazideł i maści do nawilżania i pielęgnacji spękanych i suchych ust. Nasze prababki miały swoje receptury, przekazywane z pokolenia na pokolenie. Typowymi składnikami były miód, masło, oleje, wosk pszczeli. W XIX wieku pomady do ust można było już kupić u lokalnego farmaceuty. Niektóre z nich były barwione, aby zaczerwienić usta i uczynić je bardziej atrakcyjnymi. Częstymi barwnikami był sok buraczany, sok z marchwi, czerwone wino czy wyciąg z alkany (po wysuszeniu i roztarciu na proszek).

1937- pomadka :)
1937- pomadka 🙂

Pismo ” The toilette of health, beauty, and fashion”  w roku 1834, podaje taki przepis na leczniczą pomadę do ust:

„Weź uncję oleju ze słodkich migdałów, ciągnionego na zimno; drachm świeżego smalcu baraniego i trochę korzenia alkanetu. Duś całość razem w glinianym naczyniu. Zamiast oliwy ze słodkich migdałów możesz użyć olejku jasminu lub oleju z innego kwiatu, jeśli masz ochotę, aby maść miała pachnący zapach.”

Hmmm, piękny zapach baraninki z jaśminem 😉

Aktorka z pomadką w 1907r
Aktorka z pomadką w 1907r

Kobiety w XIX w mogły też barwić usta płynami barwiącymi lub woskowymi sztyftami, nazywanymi wówczas Rouge. To właśnie te woskowe sztyfty najbardziej przypominały dzisiejsze pomadki. Barwione były naturalnym barwnikiem pozyskiwanym z pancerzyków Koszenili. To owady żerujące na kaktusach meksykańskich. Barwnik ten ma piękny czerwony kolor i nazywa się karmin. Niestety pomimo atrakcyjnego koloru w sztyfcie czy płynie, był on dosyć słaby po położeniu na ustach- nadawał im zaledwie odcień czerwonego. Drugą potężną jego wadą był jego zapach, ponieważ w tamtych czasach rozpuszczano go  w … amoniaku. A więc za pięknymi czerwonymi ustami unosił się zapaszek zgniłych jaj.

Pomadki Guerlaina z 1924r
Pomadki Guerlaina z 1924r, w tym prototyp współczesnych pomadek „Ne m’oubliez pas”

Pierwszą pomadkę w naszym rozumieniu stworzył Guerlain. W 1828r otworzył on pierwszą w Paryżu perfumerię w  Hôtel Meurice, sprzedawał tam kosmetyki importowane z Anglii, między innymi szereg kosmetyków do barwienia i pielęgnacji ust. Od 1840r zaczął on produkować własne kosmetyki, między innymi pomadki w płynie i barwione błyszczyki. Wreszcie w 1870 wypuszcza pierwszą pomadkę w sztyfcie o nazwie „Ne M’oubliez Pas” (nie zapomnij mnie).

1898r sztyfty Bourjois
1898r sztyfty Bourjois do charakteryzacji

Sztyfty miały sporą przewagę nad płynami oraz mazidłami. nie kapały tak jak płyny, można było je nakładać bezpośrednio na usta, nie brudząc palców mazidłami. W tym samym roku zaczęto produkować także inne kosmetyki, których wpływ na współczesne pomadki był ogromny. Były to tzw. greaspaints, czyli farby sceniczne do teatrów. Były to gęste tłuszczowo- woskowe farby, o bardzo intensywnych kolorach, w postaci kredki owiniętej papierem. Bardzo przypominały dzisiejsze kredki woskowe. Takie farby do charakteryzacji sprzedawał Bourjois. Makijaż początkowo zarezerwowany na deski teatrów, powoli wychodził też na ulice.

Sztyfty- kredki Bourjois 1898
Zawinięte w papier woskowe kredki, były produkowane przez Bourjois głównie dla aktorów. 1898r

Tak pisał o tym „Auckland Star” w 1901r:

„W Paryżu sztuczna cera stała się tak powszechna, że kobieta nie waha się już prezentować bardziej różu niż pudru. W Londynie jest to już bardzo podobnie, a wśród ozdobionych klejnotami drobiazgów, które kobiety noszą w kieszeniach, na ogół jest jeden zawierający ołówek do brwi lub sztyft do ust.”

Reklama z 1935 r Cutex
Reklama firmy Cutex z 1935r. przedstawiająca pomadkę dopasowaną kolorystycznie do lakierów do paznokci. Zwróćcie uwagę na manicure tej damy. Czerwone pazurki z białymi paskami, bardzo współczesne, prawda?

Pomadka ciągle jednak była kosmetykiem, który raczej dodawał blasku, miękkości i delikatnego koloru. Porządne kobiety w tamtych czasach nie nosiły intensywnego makijażu na co dzień. Intensywnie czerwone pomadki zawładnęły światem dopiero w czasie II wojny światowej. Po pierwsze przemysł chemiczny umożliwił tworzenie intensywnych pigmentów, po drugie rozwój emancypacji kobiet pozwolił im sięgnąć po odważniejszy makijaż.  Wojna przyniosła światu cierpienie i śmierć, ale też spowodowała ogromne zmiany w społeczeństwie. Kobiety stały się bardziej samodzielne, zaczęły nosić spodnie, zrzucać gorsety , palić papierosy i właśnie malować usta na intensywne kolory.

"Kissing machine"
„Kissing machine”, maszyna do całowania do testowania trwałości pomadek 🙂 Max Factor

Potem już bogactwo pomadek tylko się zwiększało: zapachowe, bezzapachowe, pielęgnujące, zmieniające kolor, błyszczące, matowe. Wciąż jednak jej podstawowa forma sztyftu pozostaje niezmienna.

Opakowania do pomadek

Pomadki były pakowane w papier, karton, które pozwalały je przenosić i chronić, ale hitem okazała się metalowa tubka. Użycie metalu pozwoliło na opracowanie lepszych mechanizmów wypychania sztyftu z pojemnika i nadało gotowemu produktowi atrakcyjność, która ostatecznie sprawiła, że każda kobieta chciała mieć w torebce takie cacko.

Biżuteryjne opakowanie na pomadkę
Biżuteryjne opakowanie na pomadkę

Kiedy dokładnie pomadka została zamknięta w metalowej tubie nie jest wiadome. Raczej się tego nie dowiemy ponieważ od wieków wiele kobiet chroniło swoje usta kolorowymi sztyftami do ust w zimowych miesiącach w zimnym klimacie lub w miesiącach letnich w gorącym klimacie i jest prawdopodobne, że niektóre z nich były zamknięte w metalu. Po drugie, zamożne kobiety zamawiały jubilerskie opakowania do pomadek już wcześniej i przekłądały do nich produkty pakowane przez producenta w papier. Tańsze gotowe metalowe pudełka były również dostępne do kupienia w domach towarowych i innych punktach sprzedaży. Na pewno w latach 90 XIXw były oferowane w seryjnej sprzedaży wysuwane pomadki w metalowych pudełeczkach.

Wczesne, metalowe opakowanie pomadki
Wczesne, metalowe opakowanie pomadki, na wierzchu papierowa nalepka z nazwą.

Metale były bardzo tanie po I wojnie, więc owalna metalowa tubka była znakomitym rozwiązaniem. Pierwsze pomadki z obrotowym mechanizmem wysuwania pojawiły się około roku 1920. To wymusiło na producentach zastosowania okrągłego przekroju pomadki. I taki kształt, jest najbardziej popularny aż do dzisiaj, choć metal został zastąpiony plastikiem.

Wysuwana pomadka Bourjois
Wysuwana pomadka Bourjois

Dawne pomadki były niewielkie, ponieważ łatwo ulegały złamaniom. Co ciekawe, pomimo popularności szminek, próby wprowadzenia konturówki do ust, która była po prostu cieńszą dłuższą pomadką, zakończyły się klapą. Konturówka zyskała swoje miejsce w kosmetyczce dopiero w latach 60 ubiegłego wieku.

Tangee 1941
W 1941 r Tangee miała już kolorystykę w postaci 3 odcieni !
1933r reklama kosmetyków Bourjois
1933r reklama kosmetyków Bourjois

Pierwsze pomadki miały bardzo ograniczony zakres kolorów. Kolory były zresztą bardzo delikatne, mało intensywne. Zadaniem pomadki było wzmocnienie naturalnego koloru ust. W żadnym razie, żadna dama nie chciała by ktoś zauważył na jej wargach pomadkę.  Np. popularna firma Tangee w 1920r  proponowała pomadki w dwóch odcieniach: Natural red oraz Theatrical red – ” dla aktorów oraz tych, którzy upierają się przy intensywnym kolorze”. Teatr wymagał mocnego makijażu, z powodu słabego oświetlenia na scenie. Takie same wymagania stawiało przed makijażystami, dlatego mocny makijaż przeniósł się do kina a z kina na ulice.

Reklama z 1930 r Jean Patou
Reklama z 1930 r Jean Patou

Również aplikacja pomadki zmieniła się w ciągu tych wszystkich lat. W czasach gdy pomadki były lekko kolorowanymi mazidłami, bardzo popularna była metoda 3 palców. Panie odciskały palcem znak na środku warg- dwa na górnej i jeden na dolnej, potem rozetrzeć je na całe usta. W miarę jak pomadki stawały się coraz bardziej intensywne, coraz częściej sięgano po pędzelki aby namalować precyzyjny kształt. Modny kształt ust również bardzo zmieniał się w przeciągu ostatniego stulecia, wydaje się że już wszystko było modne, ciekawe więc co nas czeka w przyszłości…

Aplikacja pomadki metodą 3 dotknięć
Aplikacja pomadki metodą 3 dotknięć

Wydaje się, że w przyszłości powinniśmy mieć powrót do naturalnych składników i opakowań, w miarę jak rośnie świadomość zdrowotna i ekologiczna. Na pewno wyjdzie nam to na zdrowie 🙂

PS. słowo „szminka” pochodzi od niemieckiego die Schminke, które oznacza makijaż.

Koreańska pielęgnacja i co ja o tym sądzę?

Zauważyłam,  że moje klientki popadają ostatnio w znaczne skrajności. Z jednej strony niesamowicie popularna stała się pielęgnacja urody w stylu koreańskim wraz z bardzo skomplikowanymi rytuałami obejmującymi wieloetapowe oczyszczanie twarzy i nakładanie kolejnych warstw produktów. Z drugiej strony wiele z moich klientek hołduje zasadzie minimalizmu i płyn micelarny oraz krem do twarzy to jedyne kosmetyki pielęgnujące, które mają na półce.  Czy warto więc poświęcać mnóstwo czasu i kupować masę kosmetyków aby stosować koreańskie rytuały ?

Zauważyłam, że wieloetapowe oczyszczanie twarzy stało się bardzo popularne wśród makijażystek –youtuberek czy gwiazd instagrama. Nieszczególnie mnie to dziwi, ponieważ stosują one bardzo ciężki, trwały, wodoodporny makijaż. Jednorazowo taki makijaż nic złego skórze nie zrobi, natomiast już po kilku dniach stosowania zaczynają się pojawiać krostki i wypryski. Ten makijaż zapycha pory a dodatkowo bardzo trudno go zmyć ze skóry, więc intensywne oczyszczanie jak najbardziej ma swoje uzasadnienie. Jeżeli  Wy używacie do makijażu kosmetyków mineralnych, tak jak ja, to możecie nie czuć potrzeby aż tak silnego oczyszczania. Co więcej, tak silne oczyszczanie, na dłuższą metę może podrażniać skórę. Jednak jeżeli macie na sobie zastygający, trwały makijaż, to warto poświęcić więcej czasu na jego usunięcie. Cały koreański rytuał ma wiele etapów:

  1. Zaczyna się od zmycia makijażu oczy i ust za pomocą wacików i olejku lub płynu do demakijażu. Zmycie oczu przed umyciem reszty twarzy ma sens, natomiast zmycie ust nie bardzo. Oczy są bardzo delikatne, więc często musimy zastosować do nich inne kosmetyki niż do reszty twarzy. Musimy poświęcić na nie więcej czasu aby makijaż się rozpuścił i aby udało się go zdjąć bez pocierania skóry . No i aby nam to wszystko nie wpadło do gałki ocznej, konieczna jest większa uwaga. Dlatego warto oczy umyć osobno.  Osobne zmywanie ust jest bez sensu, ponieważ w następnym kroku, całą twarz, również usta i tak będziemy:
  2. Myć olejkiem. Jest to o tyle sensowne, że olejek rozpuszcza zarówno makijaż jak i sebum. Dla suchej, dojrzałej skóry, nałożenie olejku i delikatny masaż twarzy jest niesamowicie kojące i relaksujące. Zwłaszcza jeżeli użyjecie olejku, który lubicie, który jest dobrze tolerowany przez waszą  skórę. Wcale nie musi to być specjalny koreański olejek do mycia, możecie użyć olejku, którego używacie do pielęgnacji twarzy. Ja uwielbiam olejek Marula, bo po nim moja skóra robi się momentalnie miększa i delikatniejsza, znikają zaczerwienienia i podrażnienia. Może to być obojętnie jaki olejek, który lubicie i który was nie podrażnia. Szczerze mówiąc, ten krok uważam za wyłącznie etap przyjemnościowy, relaksujący i niewiele wnoszący do oczyszczania.  Jeżeli bowiem zostawimy olejek czy jego resztki, wraz z rozpuszczonym makijażem na twarzy, to efekt będzie podobny jakbyśmy wcale nie zmywały makijażu. Poza tym żel w następnym kroku i tak zmyje z nas wszelkie zanieczyszczenia. Jedyną ewentualną korzyścią jaką widzę z tego etapu, jest delikatny masaż twarzy, który chcąc nie chąc, wykonasz rozprowadzając olejek. No chyba, że macie na sobie bardzo trwałe, wodoodporne kosmetyki, wówczas ich usunięcie może wymagać również tego etapu.  Olejek nie ma szans zadziałać pielęgnująco, bowiem już w następnym kroku:Koreańskie oczyszczanie twarzy
  3. Zmywamy twarz wodą, żelem lub pianką do demakijażu i zazwyczaj szczoteczką do twarzy. Żel, który zawiera głównie łagodne detergenty doskonale poradzi sobie z makijażem, jak i sebum czy resztkami olejku, pod warunkiem że dacie mu na to chwilę czasu. Nie wystarczy nałożyć, spłukać i już. Trzeba tym żelem chwilę skórę pomasować aby dokładnie usunąć wszelkie zanieczyszczenia. Potem trzeba go dokładnie z twarzy spłukać. Koreanki stosują w tym momencie metodę 100 chluśnięć zimną wodą 🙂 Oczywiście twarz trzeba dokładnie spłukać, ale zimną wodę odradzam. Zimna woda może spowodować, że popękają naczynka, to będzie bardzo trudno naprawić. Najlepsza temperatura wody jest zbliżona do temperatury ciała, co odczuwamy jako lekko ciepłą. Szczotka, myjka silikonowa, myjka z tkaniny ma tu raczej znaczenie jako bardzo delikatny peeling, co zresztą jest zalecane w kolejnym kroku jako:
  4. Codzienny peeling twarzy. Musicie wiedzieć, że koreanki, tak jak inne przedstawicielki żółtej rasy, mają nieco inną skórę niż my w Europie. Grubszą, ciemniejszą, mniej narażoną na podrażnienia i popękane naczynka. Poza tym azjatyckie peelingi do mycia są bardzo, bardzo delikatne. Coś na pograniczu proszku i żelu. Dlatego można stosować je codziennie. Jeżeli wy używacie normalnych peelingów, to odradzam ich codzienne stosowanie. Są zbyt silne. Jeżeli w poprzednim kroku użyłyście szczoteczki do demakijażu czy silikonowego płatka, to jest to wystarczający peeling na codzienne potrzeby.
  5. Nałożenie toniku. Ten krok, choć niepozorny i często pomijany, jest jednak bardzo ważny. Byłam ostatnio w Rossmanie i w całym sklepie znalazłam zaledwie 2 toniki nawilżające ! To oznacza, że klientki przestały ich używać. Nie róbcie tego ! Wróćcie do stosowania toników ! Wasza skóra po demakijażu ma PH zasadowe, bardzo dla niej niekorzystne. Tonik to przywrócenie właściwego PH, pierwsza porcja nawilżenia, usunięcie resztek kosmetyków do demakijażu. Jest konieczny dla zdrowej, pięknej skóry.Maseczki do twarzy
  6.  To kroki podczas których Koreanki nakładają kolejne warstwy kosmetyków pielęgnujących. Są to różnego typu płyny, tzn. esencje oraz serum, maseczki i kremy. Tu mam taką uwagę: kosmetyki pielęgnacyjne w Azji mają bardzo lekką, wodnistą formułę. Azjatki uwielbiają wszelkiego rodzaju toniki, żele, lotiony. Jest to spowodowane inną kulturą, ale także gorącym i parnym klimatem w wielu miejscach. Nikt nie ma ochoty na ciężki krem w temperaturze +35 oC i wilgotności 90 %. W związku z tym aby dostarczyć skórze składniki w odpowiedniej ilości, oraz stworzyć na niej ochronną warstewkę, muszą nałożyć sporo produktów. Nakładanie kilku cieniutkich warstw sprawia, że wchłaniają się nawet w warunkach, w których normalnie wszystko spływa z twarzy. Jeżeli będziecie próbować tego z naszymi europejskimi kosmetykami, jest spora szansa, że ją zanadto obciążycie i pojawią się wypryski. Natomiast warto skopiować od Koreanek sposób nakładania kremów, czyli klepanie twarzy. Wklepywanie poprawia mikrokrążenie, działa jak masaż, pomaga kosmetykom lepiej się wchłonąć. Działa też jak relaksujący masaż, jest bardzo przyjemne.
  7. Ostatnim krokiem jest nałożenie kremu przeciwsłonecznego i Koreanki stosują bardzo wysokie filtry SPF. Azjatki mają wielki kompleks ciemnej skóry i wszystkie chciałyby się jak najbardziej wybielić. My choć mamy cery jasne z natury i często chciałybyśmy je przyciemnić, to jednak powinnyśmy stosować filtry przeciwsłoneczne, ponieważ jest to najskuteczniejsza pielęgnacja przeciwstarzeniowa. Co prawda w Polsce nie ma  tak dużego nasłonecznienia, często wręcz słońca nam brakuje. Bo choć nadmiar słońca niszczy skórę, to jednak trochę jest nam również potrzebne dla zdrowia. Dlatego moim zdaniem, tak jak we wszystkim, również w pielęgnacji przeciwsłonecznej nie warto przesadzać w żadną stronę. W okresie od października do marca jest tak mało słońca i jest ono tak nisko, że wystarczy nam filtr SPF 15-20. Taką ochronę daje zwykły podkład mineralny. Oczywiście jeżeli jedziesz na narty, stosujesz kurację kwasami czy retinolem- koniecznie musisz zastosować większe filtry. Od kwietnia do września, warto wzmocnić tą ochronę wyższym filtrem SPF 30 czy nawet SPF 50 w zależności od rodzaju skóry i długości przebywania na słońcu. Koreanki na punkcie jasnej cery mają wręcz fobie: nakładają filtry przeciwsłoneczne co kilka godzin, montują w samochodach i domach szyby całkowicie odbijające światło, czas na plaży spędzają w kominiarkach… Przy takim postępowaniu nam groziłby bardzo poważny deficyt witaminy D, ale właśni ochrona przeciwsłoneczna jest jednym z tych czynników, które pozwalają im zachować długo piękną skórę. Drugim czynnikiem jest…. gruba podskórna tkanka tłuszczowa, która zanika z wiekiem i powoduje opadanie skóry. Im grubsza ta tkanka, tym więcej zostanie jej na stare lata. Przemyśl tą sprawę, jeżeli jesteś po czterdziestce i ciągle masz rozmiar XS 😉

Podsumowując: w kosmetyce nie zawsze działa reguła,że im więcej tym lepiej. Jeżeli twoja skóra jest promienna, gładka, elastyczna, nie masz wyprysków, przebarwień. Jeżeli nie jest ściągnięta, podrażniona, nie piecze, nie swędzi, czyli słowem : jest Ci w niej dobrze, to znaczy że twoja pielęgnacja jest jak najbardziej w porządku i nie potrzebujesz nic zmieniać. Jeżeli  jednak nie jest do końca idealnie, może warto zainspirować się rytuałami koreańskimi?

Włosek taki mały a problem taki wielki !

Wrastające po depilacji włosy, to dla wielu osób prawdziwe utrapienie. Pojawiają się stany zapalne, ropa, bolesność, zgrubienia, zaczerwienienia i przebarwienia skóry, które goją się długimi miesiącami. Zresztą często problem staje się o wiele poważniejszy. Wrastający włos prowadzi do poważnych powikłań medycznych i kończy się brzydką, dużą dziurą w skórze, antybiotykoterapią a następnie brzydką blizną.

Wrastające włoski, to problem, który ma 3 odmiany, a czasem stanowi ich połączenie:

  1. Widoczny włosek, który rośnie poziomo pod skórą. Nie ma stanu zapalnego, a włosek jest widoczny przez skórę.  Osłabione depilacją włoski, rosną cieńsze i delikatniejsze. Gdy są zbyt słabe by przebić się przez naskórek to rosną właśnie w ten sposób. Taki stan rzeczy występuje najczęściej u osób korzystających z depilatora, wosku czy pasty cukrowej. Jest to najprostszy do rozwiązania problem. Wystarczy sterylna igiełka i włosek łatwo można „wyskubać „ spod naskórka. Aby zapobiec wrastaniu włosków w przyszłości, należy zadbać o to by naskórek był maksymalnie miękki i elastyczny. Trzeba więc regularnie robić peeling depilowanej skóry oraz porządnie ją nawilżać. Zwiększamy wówczas szanse, nawet tych delikatnych, cienkich włosków na wydostanie się na powierzchnię.
  2. Większym problemem jest wrastanie włosków w głąb skóry. Włos często w ogóle nie jest widoczny na powierzchni skóry, nie ma możliwości złapania go pęsetą czy igłą i wyciągnięcia. Pojawia się natomiast czerwona gula, czasem sporych rozmiarów i mijają całe miesiące zanim zniknie a włosek wyjdzie na powierzchnię. Potem zostaje przebarwienie, które również znika po paru miesiącach. Jest to niezakażony stan zapalny wywołany właśnie przez wrastanie włoska. Tego typu problemy pojawiają się zwykle po depilacji depilatorem, woskiem lub pastą cukrową. Jedną z przyczyn tego stanu, może być to, że osłabiony włosek nie mogąc przebić naskórka zagina się i zaczyna wrastać w głąb skóry właściwej. Inną przyczyną jest nieprawidłowa depilacja, gdy włos nie zostaje wyrwany, ale urywa się gdzieś na swojej długości. Rozciągnięty, urwany włos zwija się w sprężynkę i chowa pod skórą. Rosnąc zaczyna głęboko wrastać w skórę właściwą, ponieważ właśnie jest skręcony. Co zrobić z takimi włoskami? Szczerze mówiąc, gdy już wrastają, nie za wiele da się zrobić. Podobno pomaga rozgrzewanie tego miejsca oraz  tak jak pisałam powyżej, depilacja i nawilżanie, ale tak naprawdę to nasza skóra musi sama się z tym problemem uporać. Musimy zadbać o to by zminimalizować ryzyko rwania się włosków podczas depilacji.  Trzeba więc skórę do depilacji wcześniej przygotować. Przygotowanie polega na zmiękczeniu, uelastycznieniu naskórka oraz rozluźnieniu mięśni włosa. Każdy włosek ma swój mięsień, który go „stroszy” gdy trzeba, rozluźnienie tych mięśni ułatwia depilację. Cóż więc innego możemy zrobić jak nie ponownie peeling i nawilżanie a do tego rozgrzanie skóry. Nowoczesne depilatory umożliwiają depilację pod wodą, to pomaga w rozluźnieniu mięśni, ułatwia depilację i czyni ją mniej bolesną. Można też zrobić na skórę okład z ciepłego ręcznika czy kompresu przed depilacją. Wówczas pory są otwarte, mięśnie trzymające włoski rozluźnione, naskórek miękki i sprężysty i depilacja powinna przebiec bezproblemowo.
  3. Kolejnym pojawiającym się problemem, często w powiązaniu z wrastającymi włoskami są ropne zapalenia skóry w postaci wyprysków czy nacieków ropnych. Jest to oznaka zakażenia bakteryjnego. Jeżeli naciek jest spory, bolesny, nabrzmiały należy skonsultować się z lekarzem i zastosować antybiotyki. Takie zakażenia czasem mogą przekształcić się w nieprzyjemne wrzody. Jeżeli problem jest niewielki, można poradzić sobie samodzielne stosując środki mające działanie przeciwbakteryjne, np. olejek T-tree, miód manuka, olej laurowy. Są też dostępne bez recepty maści z antybiotykiem na typowe zakażenia, np. Tribiotic. Takie powikłania pojawiają się przy wszelkich rodzajach depilacji, ale najczęściej przy goleniu maszynką do golenia. Maszynka nie tylko usuwa włosy, ale też powoduje niewielkie uszkodzenia naskórka, łatwo też o skaleczenia i droga do zakażenia otwarta. Dlatego podczas depilacji i po depilacji należy zachować bezwzględną higienę. Zarówno skóra jak i sprzęt powinny być odkażone.

 

Reasumując, jak powinna wyglądać depilacja, aby uniknąć kłopotów? Przedstawiam plan krok po kroku:

  1. Dzień przed: porządny peeling skóry i dobry balsam/ krem nawilżający
  2. Przygotowanie sprzętu: depilatory, maszynki do golenia odkazić środkami antybakteryjnymi lub spirytusem. Maszynkę najlepiej używać jednorazową i robić to jednorazowo. Przygotować czysty ręcznik, można wziąć papierowy, kuchenny. Głowicę depilatorów świetlnych IPL też należy przemyć tak jak zaleca producent. Wosk czy pasta cukrowa muszą być świeże i niezanieczyszczone, tak samo paski do depilacji.
  3. Rozgrzać skórę, kompresem, ciepłą wodą czy masażem.
  4. Przetrzeć skórę środkiem dezynfekującym/ żelem/ spirytusem.
  5. Usunąć włoski.
  6. Po depilacji nie trzeba koniecznie jeszcze raz dezynfekować skóry.Jeżeli poczekasz ok. 10min z dotykaniem depilowanej powierzchni, w tym czasie wszelkie ranki się zamkną i będą odporne na zakażenie. Jeżeli natomiast musisz się natychmiast ubrać, gdzieś iść, posmarować się czymś czy wejść do wody, no to konieczna jest powtórna dezynfekcja aby zamknąć drogę bakteriom. Możesz w tym celu użyć ałunu (takiego jak w dezodorancie ałunowym). On momentalnie hamuje krwawienie i delikatnie dezynfekuje ranki.
  7. Po depilacji: częste peelingi i nawilżanie.

Trochę to skomplikowane, ale i problem u niektórych osób jest bardzo poważny. Niestety  nie ma  metody, która  w 100% pozwoliłaby uniknąć wrastania włosów. Są osoby, u których włosy mają tendencję do wrastania i wywoływania silnych stanów zapalnych nawet rosnąc Naturalnie, tzn. bez depilacji L To bardzo nieprzyjemne i jeżeli stan jest poważny, to takie osoby mogą rozważyć  trwałe usunięcie włosów za pomocą lasera. Laser nieodwracalnie niszczy cebulki włosowe, więc włosek przestaje odrastać i wrastać w skórę oczywiście.

Co wybrać: botoks czy kwas hialuronowy ?

Dzisiaj trochę odbiegam od kosmetyki i zajmę się medycyną estetyczną. Nie, nie jestem ekspertem w tej dziedzinie, ale zajmuję się urodą od lat, rozmawiam z wieloma kobietami, a i mam pewne własne doświadczenia związane z tym tematem. Dlatego moje porady czy opinie to nie będą eksperckie wywody, ale praktyczne informacje osoby, która na to patrzy okiem pacjenta.

Zdajecie sobie zapewne sprawę z tego, że żaden krem nie zlikwiduje zmarszczek, ani nie ujędrni skóry. Nie oznacza to, że kosmetyki są w ogóle nie ważne, można używać byle co albo nie używać ich wcale a potem poprawić wszystko u chirurga. Niestety tak nie jest. Kosmetyki są najważniejsze, to one utrzymują dłużej naszą skórę w dobrej kondycji, zapobiegają podrażnieniom, wysuszeniu i przebarwieniom. Żaden chirurg nie pomoże jeżeli zaniedbamy nawilżanie i ochronę przeciwsłoneczną. Natomiast medycyna estetyczna może wspierać kosmetykę w dążeniu do piękna.

Wszystko jednak ma swoje zalety i wady a medycyna estetyczna ma  wyjątkowo dużo zarówno zalet jak i wad, więc postaram się je wszystkie przedstawić. Nie będę pisała o tym, że wszelka przesada jest szkodliwa, bo te zabiegi są już tak rozpowszechnione, że każdy widział ofiary nieumiarkowania w ostrzykiwaniu się. Każdy chyba zdaje sobie sprawę, że lepiej wygląda zmarszczka tu i ówdzie niż niedomykające się oczy  czy wygląd glonojada.

No dobrze, więc jeśli chcesz poprawić urodę, co masz wybrać? Przede wszystkim, musisz wiedzieć, że przeciwskazaniami do wszelkich zabiegów są ciąża i karmienie piersią, a także odstęp od poprzedniego wstrzykiwania wypełniaczy czy botoksu krótszy niż 3 miesiące. Poza tym obie metody mają jeszcze własne przeciwskazania.

Botoks

Botoks to naturalna toksyna, która paraliżuje mięśnie. Jak to bywa z wieloma toksynami, w dużych stężeniach stanowi zagrożenie, natomiast w małych jest lekarstwem. Botoks jest wykorzystywany w medycynie (nie tylko estetycznej) od wielu, wielu lat. Jego działanie zostało poznane tak dobrze, że został uznany za bezpieczną substancję i podaje się go nawet maleńkim dzieciom. Jest bardzo dobrze tolerowany przez nasz organizm, w tym sensie, że nie ma na niego praktycznie uczuleń i jest rozkładany w ciągu 3-6 miesięcy. Tak więc, mimo że to toksyna, jest „biozgodny” z naszym ciałem. Przeciwskazaniami do botoksu oprócz ciąży i karmienia piersią są również niektóre choroby neurologiczne oraz przyjmowanie pewnych typów antybiotyków.  Generalną zasadą powinno być to, że zanim weźmiemy się za poprawianie urody, to leczymy wszelkie choroby, jeżeli są uleczalne, aby nie obciążać dodatkowo organizmu.

zbyt dużo botoksu ?
zbyt dużo botoksu ?

Botoks nie jest wypełniaczem, jego działanie polega tylko na sparaliżowaniu mięśni które napinają skórę i powodują zmarszczkę. Człowiek cały czas, zupełnie bezwiednie i mimowolnie napina  mięśnie twarzy. Mówiąc potocznie marszczymy się: mrużymy oczy, marszczymy brwi, unosimy czoło, układamy usta w dziubek. Część osób o wyrazistej mimice lub bardzo zestresowanych robi to tak często i mocno, że zmarszczki zostają na stałe. Są to tzn. zmarszczki mimiczne i pojawiają się nawet u młodych osób. Tylko takie zmarszczki mamy szansę wygładzić botoksem. I do tego celu botoks jest naprawdę doskonały. Paraliżuje mięsień, który mimo naszych wysiłków przestaje pracować i zmarszczka nam znika. Ponadto, poprzez to, że przez kilka miesięcy nie możemy się marszczyć, zmieniamy swoją mimikę i zmarszczki długo nie powracają. Nasze samopoczucie wpływa na naszą mimikę, ale nasza mimika wpływa również na nasze samopoczucie. Wiele razy spotkałam się z opiniami kobiet, że po botoksie są bardziej pogodne, ponieważ nie mogą zmarszczyć brwi ! No a jak tu się gniewać nie marszcząc brwi. Ponadto botoks podnosi brwi i powiekę, przez co wyglądamy o wiele młodziej, nawet gdy nasze zmarszczki są nie tylko mimiczne, ale znacznie głębsze.

Paraliż mięśni ma również drugą stronę- często w miejscu podania botoksu odczuwa się dyskomfort, tak jakby ktoś przylepił na ciało taśmę klejącą, która nie pozwala poruszać tym obszarem. Jeżeli zamierzasz zrobić „kurze łapki” to koniecznie kup dobre okulary przeciwsłoneczne, bo nie zmrużysz w pełni oczu by ochronić je przed słońcem.

Botoks podaje się głównie w górną część twarzy- w okolice oczu i na czoło. Teoretycznie jest możliwe podawanie go w okolice ust, ale lekarze robią to bardzo niechętnie z uwagi na możliwy paraliż części twarzy i dziwne odczucia pacjentek. Okolice ust są o wiele bardziej wrażliwe niż okolice oczu i częściowe ich sparaliżowanie może utrudnić mówienie czy uśmiech.

Zabieg jest bardzo prosty. Lekarz najpierw prowadzi z tobą wywiad, wypytuje o wszelkie schorzenia, przyjmowane leki itp. Potem ogląda okolice, które chcesz poprawić i mówi Ci co może zrobić i za ile oczywiście:) Następnie bierze strzykawkę z maleńką igiełką i wykonuje kilka- kilkanaście wkłuć. To naprawdę nic nie boli, igiełka jest bardzo cieniutka, wstrzykiwane ilości są maleńkie. Na pewno przeżyłaś już w życiu jakieś zastrzyki, choćby szczepionki. Botoks jest o wiele, wiele, wiele mniej bolesny. Jeżeli bardzo boisz się zastrzyków, to lekarz użyje maści znieczulającej, albo zmrozi miejsce wkłucia. W porównaniu do botoksu, depilacja to krwawa jatka:).Tak jak przy każdym wkłuciu, tak i tutaj istnienie ryzyko pęknięcia naczynka krwionośnego i powstania siniaka, dlatego osoby o skłonnościach do pękania naczynek mogą 2 tygodnie przed zabiegiem przyjmować Rutinoscorbin. I to już wszystko. Po zabiegu nie widać efektów, aby botoks zadziałał musisz odczekać od kilku dni do 2 tygodni.

za dużo kwasu hialuronowego w ustach ?
za dużo kwasu hialuronowego w ustach ?

Jak przy każdym zabiegu, również przy botoksie coś może pójść nie tak. Zdarza się, że nie złapie on równomiernie i jedna brew wyląduje wyżej niż druga. Zdarza się, że pacjentka miała już jakiś mięsień sparaliżowany (np. przez niewielki wylew w mózgu) i po wstrzyknięciu botoksu, powieka zaczyna opadać, bo jedyny mięsień który ją trzymał został unieruchomiony. Takie ryzyko występuje szczególnie u pacjentek w starszym wieku. Te niepożądane efekty utrzymają się dopóki toksyna nie zostanie rozłożona przez organizm.

Nie wiadomo zbyt wiele o długotrwałym oddziaływaniu botoksu na organizm. Co prawda jest używany w medycynie od wielu lat, ale stosuje się go w znikomych ilościach. Jak dotąd nie ma jednoznacznych badań wskazujących na istnienie długofalowych skutków ubocznych używania botoksu. Biorąc pod uwagę to jak często, w jakich ilościach i jak długo stosują go celebryci, myślę że gdyby rzeczywiście były skutki uboczne związane z botoksem, to już by się one ujawniły. Gwiazdy zaczynają stosować zapobiegawczo botoks tuż po dwudziestce, zanim ujawnią się jakiekolwiek zmarszczki, a kończą chyba dopiero po śmierci. Można sobie tylko wyobrazić jakimi ilościami są szpikowane przez te 50 lat! I jak na razie (oprócz komicznego czasem wyglądu) nie mają żadnych skutków ubocznych.

Cena zabiegu: 300 – 600 zł  za okolicę np. kurze łapki

Kwas hialuronowy

kości policzkowe ?
kości policzkowe ?

To naturalna substancja występująca w skórze człowieka. Kwas hialuronowy jest odpowiedzialny między innymi za nawilżenie skóry, ponieważ wiąże dużo wody. Kwas stosowany w medycynie estetycznej jest jednak inny od tego naturalnego. Naturalny kwas hialuronowy po rozpuszczeniu w wodzie tworzy bardzo rzadki, podobny do wody roztwór, natomiast ten do wypełnień jest w postaci galaretki. Postać galaretki jest konieczna, aby kwas wypchał nasze zmarszczki od środka a także by dłużej utrzymał się w skórze. Aby uzyskać tą galaretkę stosuje się sieciowanie, czyli kwas do wypełnień to kwas „usieciowany”. Sieciowanie to proces chemiczny i niestety resztki chemikaliów użytych do tego procesu pozostają w preparacie. Dlatego pomimo, że kwas hialuronowy jest substancją występującą w organizmie ludzkim, to ten usieciowany może powodować alergie. Z tego powodu przeciwskazaniem do zabiegu oprócz ciąży i karmienia są także silne alergie, zakażenia skóry (w tym opryszczka), skłonność do bliznowacenia, zaburzenia krzepliwości i jeszcze kilka innych.

Kwas działa inaczej niż botoks- jest to typowy wypełniacz. Zostaje on wstrzyknięty pod skórę, lub do wnętrza skóry gdzie tworzy zgrubienie i wypycha na zewnątrz miejsce wstrzyknięcia. Można wypełniać nim zmarszczki, bruzdy np. nosowo – wargowe, ubytki skóry spowodowane bliznami, powiększać usta i piersi. Wstrzykuje się go także do stawów w różnych chorobach stawowych.  Kwas sobie siedzi w skórze, np. w ustach, wypycha nam je na zewnątrz, powiększa i uwypukla, a po 3-12 miesiącach się rozpuszcza i znika. Oczywiście nasze usta z powrotem się zapadają. Czym głębiej zostanie podany, tym szybciej jest rozkładany przez organizm, czym płycej, tym dłużej nam służy.

Lekarze stosują różne rodzaje kwasu hialuronowego do różnych zastosowań, są kwasy bardziej miękkie i twarde. Gdy np. trzeba unieść kości policzkowe, wstrzykując na nie poduszeczki z kwasu (widziałyście Hannę Lis?) stosuje się twardy kwas i wstrzykuje głęboko pod skórę. Gdy trzeba wypełnić zapadnięte oczodoły- stosuje się mięciutki, rzadki kwas, który daje bardziej naturalny efekt. Twardy kwas jest bardziej trwały ponieważ zawiera wyższe stężenie, ale jest mniej komfortowy „w noszeniu”, po prostu jest bardziej wyczuwalny pod skórą.

W przeciwieństwie do botoksu, kwas nie uniesie powiek ani brwi, więc nie da efektu „odświeżenia” twarzy. Dlatego rzadziej stosuje się go wokół oczu, lub stosuje się go w połączeniu z botoksem.

Trzeba wiedzieć jeszcze jedno o kwasie – ma on swoją masę. 1 ampułka kwasu waży mniej więcej tyle samo co 1 grosz. Niby to malutko, ale jeżeli ma to dźwigać delikatna skóra np. wokół oczu, to jest to całkiem sporo. Efekt jest taki, że skóra może zacząć szybko obwisać i straci jędrność. Z przerażeniem parzę na młodziutkie dziewczyny aplikujące sobie w usta mnóstwo kwasu hialuronowego. Skóra się niestety łatwo naciąga i po pięćdziesiątce wargi  będą wisieć do podbródka.

metody wypełniania ust w plemionach afrykańskich
metody wypełniania ust w plemionach afrykańskich
i w plemionach Ameryki Płn.
i w plemionach Ameryki Płn.

Sam zabieg jest bardziej skomplikowany niż przy botoksie. Kwas wstrzykuje się głęboko i jest go dużo i to po prostu boli. Dlatego konieczne jest znieczulenie, albo maścią, albo miejscowe, również zastrzykiem. Niektóre preparaty zawierają w sobie substancję znieczulającą, dlatego dobrze jest wiedzieć czy przypadkiem nie jesteś na nią uczulona. Lekarz wykonuje zastrzyki w wybranych miejscach wciskając odpowiednią ilość kwasu. Następnie rozmasowuje ten kwas pod skórą aby gładko się ułożył. Na koniec jeszcze maść antyseptyczna, zapobiegająca zakażeniom i już. Efekt jest od razu widoczny.

Niestety po zabiegu skóra zazwyczaj jest opuchnięta i obolała. Często też posiniaczona. Może to potrwać nawet do 2 tygodni.

Możliwe komplikacje to nierównomierne rozłożenie materiału i w związku z tym grudki i nierówności (to ewidentna wina lekarza), może być zaczerwienienie, opuchlizna, zsinienie, przebarwienia skóry, utrata jędrności w miejscu podania i niestety martwica skóry w rzadkich przypadkach. Na szczęście, jeżeli nie jesteś zadowolona z efektów wstrzyknięcia kwasu hialuronowego, istnieje substancja, którą się również wstrzykuje w skórę i ona ten kwas rozłoży.

Tak samo jak w botoksie, nie ma danych świadczących o ujemnych skutkach długotrwałego stosowania kwasu hialuronowego.

Cena zabiegu: 800 – 1200 zł za ampułkę (która zazwyczaj starcza na 1 okolicę,  np. usta)

Ja myślę że najgorszym powikłaniem w przypadku tych zabiegów, jak na razie jest uzależnienie się od nich i znaczna przesada w ich stosowaniu. Moim zdaniem, jeżeli skorzystałaś z pomocy chirurga plastyka i wszyscy Ci mówią, że pięknie wyglądasz, to wspaniale. Ale jeżeli zaczynają mówić ” o zrobiłaś usta !” to już jest kiepsko. Nie po to też natura stworzyła tak różne typy urody, żebyśmy miały wszystkie wyglądać jak lalki barbie.

I pamiętajcie, uśmiech dodaje więcej urody niż dziesięciu chirurgów plastyków!

 

Zatrzymać wilgoć

Zima to bardzo trudny czas dla naszej skóry. Co prawda, może ona odpocząć od promieniowania słonecznego, ale za to zmaga się z mrozem, przesuszonym, gorącym powietrzem w domach i biurach, smogiem który nawiedza nasze miasta najczęściej właśnie zimą. Człowiek jest zwierzęciem afrykańskim- to z tamtego kontynentu pochodzą pierwsi ludzie. I chociaż przystosowaliśmy się do życia na północy, dla naszych organizmów zima stanowi spore wyzwanie, a skóra jest organem narażonym bezpośrednio na atak zimy.

Jednym z największych wyzwań jakiemu musi sprostać nasza skóra zimą jest utrzymanie wilgoci. Mroźne powietrze jest bardzo, bardzo suche. Im niższa temperatura powietrza, tym mniej wilgoci się w nim znajduje. Nasze ciało, które jest ciepłe wysycha w takim suchym powietrzu momentalnie. Również w pomieszczeniach, zastałe, rozgrzane i przesuszone powietrze nie sprzyja utrzymaniu wilgoci w skórze. Skóra wysycha, w naskórku powstają mikroubytki, przez co nie chroni on jej już tak dobrze.  Wówczas rozwijają się podrażnienia, stany zapalne- skóra piecze, jest zaczerwieniona, ściągnięta, łuszczy się. Oprócz dyskomfortu jaki to wszystko sprawia, to powoduje, że szybciej się starzejemy, a osoby z wszelkimi problemami skórnymi typu zapalenie atopowe, trądzik różowaty, łojotokowe zapalenie skóry, są narażone na silniejszy ich rozwój.

Możemy bardzo wiele zrobić by pomóc skórze w  walce z wysychaniem, trzeba tylko odrobina chęci.

Zaczynamy od nawilżania od wewnątrz. Nie tylko latem musimy dużo pić , zimą jest to równie ważne. Pijcie wodę, ciepłe herbatki, róbcie zupy, to wszystko pomoże nawilżyć wam organizm od wewnątrz. Nie tylko wasza skóra na tym skorzysta. Nawilżone śluzówki są mniej podatne na infekcje, a nawet gdy jakaś się przypląta, to łatwiej jest się jej pozbyć.

Sama woda nie wystarczy by utrzymać nawilżenie skóry, potrzebne są też inne substancje, najważniejszymi z nich są tłuszcze. Tak, właśnie tłuszcze! Niestety nie te twarde tłuszcze w postaci czekolady L ale tłuszcze nienasycone. Można kupić suplementy diety np. z olejem z ogórecznika, są bardzo skuteczne, ale namawiam was raczej na spożywanie naturalnych tłuszczy: zimno tłoczone oleje, tłuste ryby, orzechy, awokado są pełne zdrowych tłuszczy. Nie powinnaś ograniczać ich spożycia zwłaszcza zimą. Zamień masło do smarowania pieczywa na awokado, albo spryskuj chleb oliwą w sprayu. Zjedz codziennie kilka orzechów. Jednym z najlepszych kosmetyków jest … tran. Ma mnóstwo witamin, w tym tak potrzebną nam zimą witaminę D. Jeżeli chodzi o oleje, najcenniejsze do spożywania na zimno są oliwa z oliwek i tłoczony na zimno olej rzepakowy. Twoja skóra Cię pokocha za uwzględnienie w diecie tych tłuszczy.

Gdy już poprawiłyśmy naszą dietę, zabieramy się za kosmetyki. Sklepowe półki uginają się po różnego rodzaju kosmetykami i zazwyczaj same nie wiemy co mamy wybrać.

Stara szkoła kosmetyczna mówi, żeby zimą używać  bardziej tłustego, cięższego kremu i pod żadnym pozorem nie stosować na dzień kremu nawilżającego, ponieważ on zamarznie na twarzy lub ją wychłodzi. Zapomnij o tych starych poradach. To mity, które czas odłożyć do lamusa.

Jeżeli twoja skóra lubi ciężkie kremy, olejki itp. to możesz je używać także zimą. Jeżeli jednak twoja skóra niezbyt je toleruje, to ich nie nakładaj. To nieprawda, że gruba warstwa tłuszczu obroni twoją twarz przed mrozem. Twoja skóra ma własne mechanizmy obronne by chronić się przed wychłodzeniem. Mianowicie rozszerza ona naczynka krwionośne, więcej ciepłej krwi napływa do niej, podgrzewając  ją. Po powrocie do ciepłego pomieszczenia naczynka ponownie się kurczą, wracając do normy. Niestety proces rozszerzania i kurczenia się naczynek trwa kilka sekund, nie jest to proces natychmiastowy. W momencie gdy mamy na twarzy tłusty krem, wracając do ciepłego pomieszczenia, skóra ma problem z oddaniem nadmiaru ciepła, co powoduje jej przegrzanie. Na przegrzanie skóra reaguje w identyczny sposób jak na mróz- rozszerzając naczynka włosowate, więc tak naprawdę nie mają one możliwości się skurczyć. Takie postępowanie może skończyć się trwałym rumieniem. Jeżeli chcemy pomóc naszemu organizmowi, to zmieniajmy temperaturę stopniowo, wystarczy zatrzymać się na sekundę na chłodnej klatce schodowej. Nasza skóra nie jest zachwycona wyskakiwaniem z sauny na śnieg i z powrotem.

Drugi mit mówi o nieużywaniu zimą kremów nawilżających, przez co wiele kobiet z nich rezygnuje i pogarszają stan swojej skóry jeszcze bardziej. To wielki błąd, nawilżanie to podstawa. Nawilżaj dużo i często, a zaraz Ci napiszę jakich substancji szukać w kremach.

Substancje nawilżające w kosmetyce dzielą się na dwie wielkie grupy: emolienty i humektanty. Wyobraź sobie, że twoja skóra to wilgotna gąbeczka. Łatwo wyparowuje z niej woda prawda? Emolienty to substancje, które tworzą na powierzchni skóry warstwę uniemożliwiającą parowanie wody. To tak, jakbyś gąbeczkę zawinęła w folię, nie wyschnie prawda? Emolienty to z reguły różnego rodzaju tłuszcze, oprócz zmniejszenia parowania z powierzchni skóry, zmiękczają ją i wygładzają. Problemem emolientów jest to, że same nie dostarczają wilgoci. Sucha gąbka, najszczelniej zawinięta nie staje się wilgotna prawda? Ich warstwa nie jest też nigdy wystarczająco szczelna by całkiem zatrzymać parowanie, więc same emolienty nie wystarczą, potrzebne są humektanty.

Humektanty to substancje, które są w stanie wchłonąć w siebie wiele wody. Przykład z życia to np. chusteczka higieniczna, może wchłonąć wiele wody i położona mokra na naszą gąbeczkę nawilży ją. Oczywiście humektanty są lepsze od gąbeczki ponieważ nie tylko leżą na powierzchni skóry, ale potrafią wniknąć też w jej głąb dostarczając i zatrzymując tam wilgoć. Problem z humektantami polega na tym, że nie zatrzymują parowania i same dość szybko wysychają, więc najlepiej działają w połączeniu z emolientami.

Gdy wybieramy krem, powinniśmy szukać w nim tych dwóch rodzajów substancji. Jeżeli chodzi o emolienty, to wybór jest bardzo szeroki, bo tłuszczy w przyrodzie jest mnóstwo rodzajów, a i tak trudno jest wybrać właściwy dla siebie. Mają one to do siebie, że często: zatykają pory, powodują przetłuszczanie się skóry, zostawiają lepką warstwę itp. Każdy więc powinien szukać swojego ideału. W kremach „zwykłych” emolientem jest zazwyczaj parafina, w kremach naturalnych jest to jakiś naturalny olejek. Polecam wam poszukiwanie kosmetyków z olejkiem Marula, który cudownie się wchłania i jest wspaniały nawet dla cery tłustej, olejkiem Arganowym fantastycznie zmiękczającym suchą skórę lub olejkiem z róży Mosqueta, działającym przeciwstarzeniowo dzięki dużej zawartości witaminy A. Naturalne olejki mają tą przewagę w stosunku do parafiny, że parafina jest czysta- jest to produkt otrzymywany z ropy naftowej . Natomiast naturalne olejki są pełne witamin, minerałów, kwasów tłuszczowych. Dobrym emolientem, bardzo przyjaznym dla ludzkiej skóry jest lanolina. Nie spodoba się ona wegetarianom, ponieważ jest to tłuszcz zdjęty z owczej wełny, podczas jej oczyszczania, ale jest to substancja bardzo podobna składem do ludzkiego serum, dlatego jest dobrze tolerowana.

Teraz humektanty. Dobry humektant to podstawa nawilżania.  Szukajcie w kremach takich składników:

Mocznik czyli jak często piszą producenci Urea. Urea to łacińska nazwa i taka powinna być podana w składzie INCI produktu, ale często producenci podają ją wszędzie, bo mocznik kiepsko się kojarzyJ Mocznik to naturalna substancja, którą nasz organizm również wytwarza trawiąc białka. Jest wydalany wraz z potem i moczem stąd jego nazwa. Wbrew temu co sądzicie, mocznik jest bezzapachowy i  bezbarwny, cudownie nawilża skórę. Po kilku dniach aplikacji skóra staje się miękka jak u niemowlaka. Niestety nie jest łatwo znaleźć kosmetyki z tą substancją albo są one bardzo drogie. To dlatego, że mocznik jest mało stabilny i bardzo szybko ulega rozpadowi w kosmetyku.

Kwas hialuronowy. To fantastyczny nawilżacz i również substancja naturalnie występująca w naszej skórze. Kwas hialuronowy występuje w kilku rozmiarach cząstek, każdy rozmiar ma nieco inne działanie. By wykorzystać w pełni jego możliwości, warto wybierać kosmetyki, które zawierają różne rozmiary cząstek kwasu hialuronowego.

Kwasy. Kwasy doskonale nawilżają, ale niestety wysokie ich stężenia powodują rozluźnienie warstwy rogowej naskórka. Tego byśmy  nie chciały podczas mroźnej zimy. Natomiast kwasy w niewielkich stężeniach nawilżają fantastycznie. Wspaniały jest np. kwas L-mlekowy, który nie tylko znajdziesz w kosmetykach, ale także w jogurcie czy zsiadłym mleku. Tak ! Maseczka z tych produktów też Ci dobrze zrobi.

Aloes. To wspaniale nawilżający kosmetyk, wielu producentów kosmetyków naturalnych dodaje go do swoich kosmetyk i jest to naprawdę świetne posunięcie. Uwaga: aloes uczula niektóre osoby.

Algi. Algi w postaci maseczki wchłaniają dużo wody, a potem oddają ją skórze wraz z minerałami. Choć są trochę kłopotliwe w użyciu, to jednak warto się pomęczyć, bo efekt maseczki z alg jest spektakularny.

Życie bez kąpieli- czy właśnie taka przyszłość nas czeka ?

Z wielkim przerażeniem przeczytałam ostatnio, że  David Whitlock, inżynier biochemii z Bostonu nie kąpał się przez 12 lat. Co będzie, pomyślałam, jeżeli właśnie taka moda zapanuje wśród inżynierów? Jeżeli to rozprzestrzeni się też na inne grupy społeczne i inne kraje? No cóż, świat może wyglądać (a raczej pachnieć ) zupełnie inaczej w przyszłości.

Nie myślcie jednak, że David Whitlock jest jakimś zapuszczonym menelem. Wręcz przeciwnie, bardzo dba o higienę, spryskując się codziennie … sprayem z bakteriami.

David Whitlock pryska się sprayem z bakteriami
David Whitlock pryska się sprayem z bakteriami

Ten utalentowany inżynier doszedł do wniosku, że nasze zamiłowanie do kąpieli i mycia ciała detergentami ma niewiele wspólnego z naturą. Co więcej, nigdy nie przeprowadzono badań w jaki sposób na nasze zdrowie wpływa częste mycie ciała. Choć mydła używamy od wielu lat, nikt nie zbadał czy ono nam przypadkiem nie szkodzi.  Hmmm, coś tu jest na rzeczy.

Nasze ciało, zarówno na zewnątrz, jak i wewnątrz jest zasiedlone przez tryliony bakterii. Na każdą komórkę naszego ciała przypada 10 mikroorganizmów. U zdrowego człowieka większość z nich to bakterie nieszkodliwe, a duża ich część ma pozytywne działanie na zdrowie człowieka. To właśnie dlatego antybiotyki mają tak negatywny wpływ na nasze zdrowie. Wraz ze szkodliwymi bakteriami, zabijają te dobre, bez których nasz organizm kiepsko sobie radzi.

Warto sobie uświadomić, że każdorazowe umycie ciała mydłem (lub nawet tylko chlorowaną wodą), to taka właśnie antybiotykoterapia dla naszej skóry. Zabija wszelkie znajdujące się na niej drobnoustroje. Zarówno te chorobotwórcze, jak i te mające dobroczynne dla niej działanie. Nie wszystkie bakterie są jednakowo podatne na działanie mydła. Niestety szczególnie podatne na zniszczenie są dobroczynne bakterie nitryfikacyjne (AOB). Są to bakterie bardzo rozpowszechnione w środowisku, znajdują się w wodzie, glebie, ale zabrakło ich na ludzkim ciele z powodu naszej nadmiernej higieny- tak twierdzi pan David. Bakterie te rozkładają amoniak oraz mocznik do nieszkodliwych związków, które mają pozytywny wpływ na naszą skórę. Amoniak i mocznik są to jedne z tych substancji, które nadają niemytemu ciału brzydki zapach. Wniosek stąd taki, że jeżeli popryskamy się odpowiednimi bakteriami a one „zjedzą  nasz pot”, to nadal będziemy dobrze pachnieć. Dodatkowo, bakterie te, z amoniaku i mocznika wytwarzają azotyn oraz tlenek azotu. Te dwa związki, mówiąc najogólniej, uczestniczą w leczeniu podrażnień i ran w naszym ciele. Są więc niezwykle przydatne, szczególnie dla skóry z problemami. Udowodniono nawet, że bakterie AOB mogą być bardzo pomocne w leczeniu trądziku oraz owrzodzeń.  Badanie przeprowadzono na 24 ochotników, którzy pryskali skórę głowy bakteriami przez 2 tygodnie. Niestety podczas terapii bakteriami, nie można stosować żadnych  kosmetyków, czyli trzeba zrezygnować również z mycia.

Pan inżynier, jak sam przyznaje, wcale nie miał zamiaru przestać się kąpać. Zrobił to początkowo, ponieważ prowadził eksperymenty z bakteriami nitryfikacyjnymi na własnym ciele i nie chciał ich zabić mydłem. Po jakimś czasie uznał, że wcale nie potrzebuje kąpieli, o ile nie jest czymś ubrudzony. Z zapachem ciała doskonale poradzą sobie bakterie. Whitlock stworzył nawet linię kosmetyków z wyizolowanymi przez siebie bakteriami o nazwie Mother Dirt (matka ziemia). Można je kupić w USA, ale z powodu bardzo krótkiego terminu przydatności do użycia, raczej nie będą szybko dostępne w Polsce.

Gdy myślę o takim sprayu z bakteriami, to coś mi on nie bardzo skleja się z  rzeczywistością. Po pierwsze, widziałam już w życiu ludzi, którzy się wcale nie myli i na pewno byli zasiedleni przez wszelkiego rodzaju  bakterie. Uwierzcie mi, śmierdzieli niesamowicie. Po drugie, mój pies, który na pewno ma na sobie mnóstwo tych bakterii (pływanie w jeziorze, tarzanie się na ziemi), też bez kąpieli nieładnie pachnie.Z tego wynika, że wyłącznie bakterie nie wystarczą. Skóra oprócz amoniaku wytwarza także łój i inne „aromatyczne” związki. Zresztą, skoro te bakterie są tak rozpowszechnione w przyrodzie, to nie lepiej spryskać się deszczówką, zamiast płacić 50$ za butelkę?

Jest jednak w tym całym pomyśle kilka idei, które bardzo mi się podobają i wierzę, że będą przyszłością higieny naszej i naszego otoczenia. Po pierwsze, musimy zacząć odróżniać czystość od sterylności. Nie zawsze, nie wszędzie i nie codziennie musimy zabijać 99,99% bakterii. Nadmierna sterylność rodzi problemy w postaci alergii i innych chorób autoimmunologicznych. Po drugie, bardzo podoba mi się idea używania dobroczynnych bakterii, zamiast detergentów. To rozwiązanie bardzo ekologiczne.

Bakterie AOB zjadają pot
Bakterie AOB zjadają pot

Już w tej chwili mamy na rynku wiele preparatów, zawierających żywe bakterie do usuwania zapachów organicznych. Spryskujesz takim preparatem śmietnik, bakterie „wyjadają” resztki pokarmowe i przestaje cuchnąć! Firma Miessence od dawna ma płyn do mycia, oparty na enzymach, który zawiera bakterie probiotyczne. Bakterie probiotyczne zasiedlają czyszczone powierzchnie i nie pozwalają mikrobom chorobotwórczym się na nich rozwijać. Płyn jest tak skuteczny, że ma dopuszczenia do stosowania w szpitalach. Jednocześnie nie ma też żadnego ryzyka, że te bakterie mogłyby jakoś zmutować i nam zaszkodzić. Dzięki temu nie wprowadzamy w środowisko agresywnych chemikaliów, a bakterie z reguły giną po zastosowaniu.  Jest również bardzo wiele osób z chorobami skóry, dla których taka terapia może okazać się wybawieniem. Wiele osób uczulonych na środki czystości, będzie mogło odetchnąć z ulgą, gdy zmniejszą częstotliwość kąpieli. Jak na razie nie ma takich preparatów wiele i nie są one tanie niestety, ale kto wie, może w przyszłości zamiast brać prysznic, będziemy się pryskać bakteriami.

Czas na intensywne odmładzanie – 3 najskuteczniejsze kosmetyki wszechczasów

Jesień to pora kiedy zaczynamy zauważać szkody, które wyrządziło naszej skórze: plamki, przebarwienia, przesuszenie i drobne zmarszczki. Do tego dochodzą normalne zmiany spowodowane wiekiem: utrata jędrności, głębsze zmarszczki, zmiana kolorytu cery. Do tego krótki dzień, często również kiepska pogoda, to wszystko sprawia, że późną jesienią wiele kobiet ma kiepski nastrój. W tym czasie warto uświadomić sobie, że jest to najlepszy czas w roku na intensywną pielęgnację dla naszej skóry.

Listopad i grudzień to miesiące o najmniejszym nasłonecznieniu, ale zazwyczaj też niezbyt mroźnej pogodzie. Takie warunki są idealne by zastosować intensywne kuracje w gabinecie kosmetycznym lub w domu. Poniżej przeczytacie o trzech najbardziej skutecznych kosmetykach:

1. Po pierwsze kwasy.

Co zdziała kwas: rozjaśni przebarwienia, mocno nawilży, wygładzi skórę, poprawi owal twarzy oraz… wyleczy trądzik młodzieńczy.

Peeling kwasami AHA - odmładzanie
Peeling kwasami AHA – odmładzanie

Jest wiele różnych rodzajów kwasów stosowanych w kosmetyce. Mają one różne właściwości i stosuje się je samodzielnie lub w mieszankach. Nie będę Was teraz zanudzać aby wymieniać różne kwasy i ich właściwości, a to dlatego, że na kurację kwasami warto się udać do kosmetyczki, do dermatologa lub lekarza medycyny estetycznej. Zabiegi kwasami są niezwykle skuteczne, ale trzeba dobrać odpowiedni kwas w odpowiednim stężeniu. Potrzeba dużego doświadczenia by dobrać odpowiedni czas trzymania go na skórze i częstotliwość zabiegów. Kwasy działają na skórę jak mocne peelingi. Stopień złuszczenia naskórka może być od bardzo delikatnego wygładzenia skóry, aż po całkowite usunięcie zrogowaciałej warstwy komórek i odsłonięcie żywego naskórka. Cząsteczki kwasu wnikają głęboko w skórę i stymulują ją do odnowy i regeneracji oraz bardzo intensywnie nawilżają. Otwierają też drogę dla innych składników odżywczych które mogą być wprowadzone wgłąb skóry. Podczas kuracji kwasami oraz przez jakiś czas po niej ( w zależności od zabiegu) musisz koniecznie używać kremów przeciwsłonecznych z wysokim filtrem.

Peeling kwasami na trądzik
Peeling kwasami na trądzik

Efekty działania kwasów są bardzo szybkie- od natychmiastowego do kilkutygodniowego w zależności od kuracji. Przed kuracją wypytaj się dokładnie o terminy, przy niektórych typach peelingów kwasami będziesz wyłączona z życia na jakiś czas !

Jeżeli nie są Ci  potrzebne intensywne zabiegi lub nie masz na to czasu, to i tak możesz skorzystać z dobroczynnego działania kwasów. Rób domowe maseczki ze świeżych owoców, które zawierają kwasy AHA. Są to jabłka, cytryny, maliny, brzoskwinie itp. Możesz też użyć jogurtu lub zsiadłego mleka, które zawierają kwas mlekowy. Tutaj pisałam o zastosowaniu cytryny.

2. Po drugie witamina A

Witaminy A  jest  jedną z bardzo niewielu substancji stosowanych w kosmetyce, która jest gruntownie przebadana i rzeczywiście jest skuteczna. Jeżeli potrzebujecie skutecznego kosmetyku to zapomnijcie o wyciągach z orchidei, ekstraktach z diamentów i tego typu składnikach. Witamina A naprawdę działa: rozjaśnia przebarwienia, ujędrnia, poprawia owal twarzy, zagęszcza skórę, leczy trądzik i długo można  jeszcze wymieniać. Działa ona tak rewelacyjnie, ponieważ nasza skóra jest wyposażona w receptory, które potrafią wychwytywać ją z otoczenia. Kosmetyczny problem z tą substancją polega na tym, że występuje ona w wielu różnych postaciach: czym bardziej aktywna postać, tym skuteczniejsza, ale też tym większe jest ryzyko, że będzie podrażniać naszą skórę.

Efekty stosowania retinolu
Efekty stosowania retinolu po 4 miesiącach stosowania

Najbardziej aktywną formą witaminy A jest kwas retinowy (tretinoina), wykazuje on najsilniejsze działanie odmładzające oraz przeciwtrądzikowe. Jego stosowanie jednak niesie z sobą ryzyko uszkodzenia skóry, dlatego jest dostępny tylko na receptę. Jest stosowany tylko w poważnych przypadkach, jest traktowany jak lek, a nie kosmetyk.

Formą bezpieczną do stosowania w kosmetyce jest Retinol. Jest to również aktywna forma, w miarę bezpieczna w odpowiednich stężeniach. Kosmetyczną trudnością jest uzyskanie formy na tyle stabilnej by była w stanie wytrzymać czas od wyprodukowania, do nałożenia na twarz. Dlatego kosmetyki z prawdziwym retinolem są dosyć drogie. Gdy kupujecie kosmetyk, który ma mieć w składzie retinol, zawsze sprawdźcie czy na pewno on się tam znajduje. Wg. INCI jest to: Retinol ewentualnie Hydrogenated Retinol.

Uwaga: stosując którąkolwiek z dwóch powyższych form witaminy A nie wolno się opalać, należy stosować krem z filtrem przeciwsłonecznym. Kobiety w ciąży oraz karmiące nie powinny w ogóle ich używać.

Popularnymi składnikami kremów są inne formy witaminy A:  palmitynian retinylu i octan retinylu. Nie mają działania odmładzającego, za to doskonale nawilżają skórę i zapobiegają jej rogowaceniu. Działają głównie na powierzchni skóry, nie podrażniają i są bezpieczne do stosowania dla każdego.

Spore ilości różnorakich pochodnych retinolu znajduje się w różnych warzywach i owocach, dlatego warto sięgnąć po naturalne kosmetyki z tą witaminką. Ogromne ilości naturalnych pochodnych retinolu zawiera np. olejek z róży Mosqueta, którego działanie jest również potwierdzone wieloma badaniami naukowymi.

Stosując retinol czy pochodne powinnaś uzbroić się w cierpliwość, pierwsze efekty ujędrniania pojawią się po ok. 6 miesiącach.

3. Po trzecie witamina C

Witamina C to trzeci przeciwstarzeniowy hit, który możesz stosować w domu. Najlepsze efekty kuracji osiąga się stosując naprzemiennie produkty z witaminą C i z retinolem. Witamina C rozjaśnia, ujędrnia, zagęszcza skórę. Dodatkowo stosując ją nie potrzebujesz szczególnej ochrony przeciwsłonecznej, to ona chroni twoje komórki przed uszkodzeniami związanymi z ekspozycją na słońce ! Witamina C miałaby szansę zostać kosmetycznym hitem wszechczasów, gdyby nie jej kapryśna natura. Niestety jest ona bardzo nietrwała, a jej trwałe syntetyczne formy są bardzo drogie. Na szczęście witamina C zamknięta w warzywach i owocach nie utlenia się tak szybko jak ta laboratoryjna, dlatego używając naturalnych produktów możemy w łatwy sposób dostarczyć ją skórze (patrzy maseczki owocowe powyżej). Producenci zresztą chętnie korzystają z naturalnych wyciągów by wzbogacić kosmetyki o witaminę C, np. kremy Rosalia, są tworzone na bazie ekstraktu z czarnej porzeczki, która zawiera duże ilości tej witaminy. Trzeba też wspomnieć o olejku Marula, który jest wyjątkiem wśród wszystkich olejków, bo również zawiera witaminę C właśnie.

Kuracja rozjaśniająca witaminą C
Kuracja rozjaśniająca witaminą C

Warto wykorzystać ten czas w roku na intensywne kuracje kosmetyczne. Gdy przyjdą jaśniejsze dni nie będziecie cieszyć się piękną cerą. Nie musicie także rozstawać się z tymi 3 super składnikami, zamieńcie je po prostu na delikatniejsze, naturalne odpowiedniki.

Życzę wszystkim pięknej jesieni !

Mydło wytwarzanie, historia i skład.

Mydło jest najczęściej używanym kosmetykiem. Sięgamy po nie wielokrotnie w ciągu dnia, towarzyszy nam praktycznie przez całe życie. Główne jego zadanie to zmycie z naszych ciał brudu, zlikwidowanie nieprzyjemnych zapachów, likwidacja drobnoustrojów, które mogły się na nich znaleźć.

Z punktu widzenia chemicznego, mydło jest solą 🙂 Jest to wynik reakcji silnej zasady (ługu) i kwasów tłuszczowych, czyli popularnie mówiąc tłuszczu. Jeżeli chodzi o ług to używa się wodorotlenku sodu( NaOH), który wytwarza mydła twarde lub wodorotlenku potasu (KOH) z którego uzyskuje się mydła w płynie. Tłuszczy można użyć dowolnych. Sprawdzą się zarówno tłuszcze roślinne, jak i te pochodzenia zwierzęcego.  Mydła wytworzone z różnych tłuszczy różnią się pod wieloma względami. Każdy tłuszcz wytwarza mydło o innej twardości, innej pianie, innym kolorze i innych właściwościach czyszczących.

Mydło było znane już w czasach starożytnych. Przez starożytnych było  wykorzystywane do prania, natomiast nie  było używane do mycia ciała. Mydło w tamtych czasach było wytwarzane z ługu pozyskiwanego z popiołu oraz tłuszczu, często łoju pozostałego po uboju zwierząt. Oczywiście starożytni nie mogli dokładnie wymierzyć stężenia zasady w ługu, wszystko było robione „na oko”, więc mydła te były często bardzo żrące. W sam raz do czyszczenia i prania, ale zbyt drażniące dla skóry. Dlatego starożytni oczyszczali ciało oliwą z oliwek.

Mydlarnia w Marsylii
Mydlarnia w Marsylii

Produkcja mydła na większą skalę rozpowszechniła się w Europie w średniowieczu. Nadal było ono środkiem czyszczącym, nie używanym do mycia ciała. Wytwarzano mydło z tłuszczów najpopularniejszych i najtańszych w danym regionie- w rejonie morza Śródziemnego z oliwy z oliwek, w krajach północnych z tłuszczu zwierzęcego, w krajach skandynawskich nawet z tranu. Ług pozyskiwano płucząc popiół drzewny w deszczówce z następnie gotując go tak długo aż część wody wyparowała i ług miał odpowiednie stężenie. Ług musiał być tak silny, by rozpuścić wrzucone do niego piórko.

Savon Noir
Savon Noir
Gotowanie mydła dawniej
Gotowanie mydła dawniej

Była to praca niezdrowa i niebezpieczna a wytworzone mydło tworzyło szarą maź zamiast ładnych kosteczek. W Polsce jeszcze całkiem niedawno na wsiach, prano pościel gotując ją z popiołem. Zabrudzenia, które zazwyczaj są tłuszczowe, reagowały z ługiem, tworząc podczas gotowania mydło i piorąc pościel. Identyczny efekt uzyskujemy, szorując popiołem naczynia, o czym wie każdy harcerz. Ług uzyskiwany z popiołu to ług potasowy, dlatego mydło powstałe z niego jest płynne. Już wtedy zauważono, że mydła wytworzone z oliwy z oliwek są bardziej delikatne i nawilżające od tych wytworzonych z innych tłuszczów. Do dziś pozostała sława mydła marsylskiego czy kastylskiego, jako niezwykle przyjaznego dla skóry. Podobną metodą, jak mydła z popiołu,  po dziś dzień w krajach arabskich wytwarza się peelingujące czarne mydło, czyli savon noir. Oczywiście obecnie używa się wodorotleneku potasu wytworzonego laboratoryjnie, nie wypłukuje się już popiołu drzewnego. Taka technologia pozwala na kontrolę zasadowości mydła, a więc na wytwarzanie jak najbardziej łagodnych mydeł.

Innym sławnym mydłem pochodzącym z Syrii, jest mydło Alep– savon d’Alep. Zawiera ono olejek laurowy, który nadaje mu charakterystyczny ziołowy zapach, niezwykły kolor jasno brązowy na wierzchu i zielony w środku, oraz właściwości lecznicze. Mydło jest bardzo delikatne, można nim myć nawet twarz i doskonale nadaje się do cery tłustej, zanieczyszczonej trądzikowej.

Mydło Alep
Mydło Alep

Gdy nauczono się otrzymywać  wodorotlenek sodu, zaczęto robić również mydła przy jego udziale. Wytwarza on mydła twarde, dobrze myjące i białe, czyli podobne do tych jakie znamy ze sklepów. Podobne ponieważ… większość sklepowych mydeł to wcale nie są mydła ! Są to syntetyczne kostki, składające się ze środków powierzchniowo czynnych. Obecne ustawodawstwo zakazuje takie wyroby nazywać mydłem, dlatego uczciwi producenci nazywają je np. kostki myjące. Gdy spojrzysz na skład prawdziwego mydła to powinnaś zobaczyć z jakiego tłuszczu i z jakiej zasady jest wytworzone. Producenci albo piszą poszczególne składniki osobno, np: aqua (woda), coconut oil (olej kokosowy), Sodium hydroxide (wodorotlenek sodu), po czym następują dodatki zapachowe i barwiące, lub można  pisać w skrócie. Na przykład: Sodium Cocoate oznacza mydło sodowe wytworzone z olejku kokosowego i wodorotlenku sodu, a Potassium Olivate oznacza mydło z oliwy z oliwek i wodorotlenku potasu. Nowoczesne środki myjące, żele, mydła, szampony wytworzone są nie z mydeł a z detergentów SLS (Sodium Lauryl Sulfate) oraz SLES (Sodium Laureth Sulfate). Po wprowadzeniu tych detergentów, wydawało się, że są one cudownymi substancjami, które całkowicie wyprą mydło z obiegu. Nie mają one zapachu, są całkowicie przezroczyste, więc można je dowolnie barwić oraz perfumować, produkują przepiękną pianę oraz można z nich produkować kosmetyki które mają PH zbliżone do naturalnego PH skóry, czyli lekko kwaśne. Na dodatek, nie trzeba do ich produkcji używać drogich tłuszczy ! Niestety z biegiem czasu okazało się, że pomimo przyjaznego PH, detergenty te wysuszają i podrażniają skórę, nie usuwają tak dobrze drobnoustrojów jak mydło a co najgorsze, często są zanieczyszczone 1,4-dioxanem (używanym do ich produkcji), który jest rakotwórczy. Dlatego następuje powolny odwrót od SLSów w kierunku prawdziwego mydła. Pomimo, że mydło ma lekko zasadowy odczyn, to jednak znika on ze skóry po spłukaniu wodą. Ten właśnie odczyn sprawia, że mydło jest tak skuteczne w walce z wirusami i bakteriami. Jeżeli więc wokół panuje jelitówka a ty nie chcesz się zarazić, to lepiej zaopatrz się w prawdziwe mydło, inaczej mycie rąk ma niewielki sens.

Jeszcze o mydle przezroczystym, tzw. glicerynowym. To nieprawda, że wytwarza się je z gliceryny, czy też że zawiera ono więcej gliceryny niż inne. Każde naturalne mydło zawiera duże ilości gliceryny. Tłuszcz rozpadając się pod wpływem ługu tworzy sole oraz glicerynę. Mydło staje się przezroczyste po dodaniu do niego alkoholu. W rzeczywistości jest ono wysuszające i nieprzyjazne dla skóry, dlatego często dolewa się do niego trochę gliceryny, by choć trochę polepszyć jego właściwości.

Mydło jest naturalnym produktem, tak jak wino czy ogórki kiszone i kiedyś było wytwarzane przez gospodynie w domach. Ty też możesz zrobić w domu własne naturalne mydełko. Jest to i łatwe i trudne jednocześnie. Łatwe ponieważ wystarczy trzymać się receptury i zazwyczaj mydło wyjdzie dobre. Ale z drugiej strony, często się ono nie udaje- wychodzi zbyt kruche, zbyt miękkie czy w inny sposób złe. Dlaczego? Ponieważ na produkcję mydła ma wpływ bardzo wiele czynników: temperatury składników i otoczenia, wilgotność, jakość tłuszczy itp. I choć nie zawsze wyjdzie i też wcale nie jest taniej niż kupienie naturalnego mydła w sklepie, to jednak zabawa jest bardzo wciągająca.

Poniżej możesz zobaczyć film jak robię mydło sodowe. Jeszcze niżej zamieszczam jego recepturę, gdybyś chciała spróbować sama. Trzymaj się ściśle receptury,waż wszystko na dokładnej wadze, nie zamieniaj tłuszczy na inne, ani nie zmieniaj proporcji, bo mydełko może wyjść żrące !

200gr olej palmowy (może być margaryna „planta”)

200gr olej kokosowy (do kupienia w dobrym sklepie spożywczym lub przez internet)

80 gr oliwy z oliwek (najtańsza jaką znajdziesz, czym jaśniejsza i mniej pachnąca tym lepsza)

185gr woda destylowana (koniecznie destylowana, kupisz w sklepie a na pewno na stacji benzynowej, porządnie schłodź ją przed użyciem)

81gr wodorotlenku sodu (kupuj tylko czysty wodorotlenek w sklepie chemicznym lub przez internet)

barwniki, aromaty- możesz eksperymentować, nie mam w tym dużego doświadczenia, bo często otrzymuje się zupełnie coś innego niż się włożyło 🙂

Po pokrojeniu w kostki mydło musi leżakować od 4 do 6 tygodni zanim będzie nadawało się do użycia !

 

7 Najbardziej niedorzecznych, absurdalnych i głupich: kosmetyki oraz urządzenia kosmetyczne

1. Maseczka Rejuvenique.

To nie jest przebRejuvenique, głupie urządzenia kosmetyczneranie na Halloween.

 

 

 

 

To urządzenie, które za pomocą prądu ma pomóc Ci w pozbyciu się zmarszczek. Hmmm, rzeczywiście po założeniu maseczki zmarszczki stają się niewidoczne. Oprócz zmarszczek pomaga także w pozbyciu się nieproszonych gości- na pewno nikt nie będzie przesiadywał u Ciebie siedział widząc Cię w tej maseczce 🙂

2. Lakier do paznokci dla psów

lakier dla psów

 

 

 

 

 

Czy uważasz, że natura nie obdarzyła twojego psa wystarczającą urodą? Nic się nie martw- naturę można poprawić. Co powiesz na kolorowy manicur, czy raczej łapicur? Łapki w górę komu podoba się ten pomysł:) lapka

 

 

3. Plastry do powiek

Koji-Eye-Talk-Double-Eyelid-Glue

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Czy nie chciałabyś mieć przypadkiem „większych, bardziej okrągłych i głębszych oczu” ? Nie potrzebujesz do tego chirurga plastyka. Japończycy wymyślili specjalne plasterki samoprzylepne, przylepiane na powiekę. A mówią, że to amerykanie naprawiają wszystko taśmą klejącą. Metoda wydaje się równie bolesna jak operacja, ale może jest nieco tańsza.  Musisz tylko uważać podczas jedzenia, żeby odklejający się plasterek nie wpadł Ci do posiłku.

4. Flowbee – domowa fryzjerka
Flowbee

Drżyjcie wszystkie salony fryzjerskie ! Oto wynalazek który zrewolucjonizuje cięcie włosów. To połączenie odkurzacza i golarki zasysa włosy a potem obcina ich końce. dzięki zestawowi akumulatorowemu możesz używać go w pociągu lub w parku.

5. Pink Button – różowy guziczek

pinkbutton_063011_m

Teraz coś dla niegrzecznych dziewczynek, które nie gaszą światła i nie lubią pod kołdrą. Jeżeli chcecie by Wasze części intymne były tak różowe jak świnka Peppa, sięgnijcie po tą specjalną farbkę, która zabarwi skórę. Hmmm, dlaczego jeszcze nikt nie pomyślał żeby zrobić fluorescencyjną? Przydałoby się gdyby zabrakło światła.

6. Osłonka na… wargi wielbłąda

Cuchini_Pads_No_Background___64472.1375801943.1280.1280

Było coś dla niegrzecznych dziewczynek, to teraz coś dla nieśmiałych wielbicielek legginsów. Użyj, jeżeli tam na dole chcesz wyglądać jak lalka Barbie.

7. Poduszeczka dla piersi

poduszeczka na piersi

Jeżeli nie możesz spać w nocy, ponieważ sen z powiek spędza Ci zmarszczka tworząca się między piersiami, nic się nie martw. Amerykańscy naukowcy już znaleźli dla Ciebie rozwiązanie: jest to specjalna poduszeczka, na której opierają się piersi. Metoda jest prosta nieinwazyjna, wręcz można powiedzieć, że naturalna. Nie wpływa na kształt implantów! Niedługo otrzymamy wersję z budzikiem sterowanym Smartfonem:)

Najbardziej irytujące triki marketingowe producentów kosmetyków

 

Wszystkie lubimy dobre kosmetyki. I wszystkie wściekamy się gdy marketingowcy wciskają nam kit, by tylko sprzedać swój produkt.

Oto moja lista najbardziej irytujących trików marketingowych:

1. „nie zawiera parabenów” – oczywiście w kosmetykach, których i tak nigdy nie konserwowało się parabenami, np. na mydle. To tak jakby na jogurcie pisać: „nie zawiera kofeiny”.

2. „zawiera wyciąg z diamentów, szmaragdów, rubinów itp„- wyciąg czy też ekstrakt powstaje przez moczenie surowca w wodzie tudzież alkoholu. Problem polega na tym, że te minerały nie rozpuszczają się ani w wodzie ani w alkoholu. Nie zostawiają więc w nich żadnych wartości odżywczych. Wygląda na to, że producent moczy diament w wodzie a potem dodaje tą wodę do kosmetyku. To już naprawdę mógłby sobie darować!

3. „zawiera minerały„- w kosmetykach, gdzie tym minerałem jest wyłącznie sól kuchenna, która jak wiadomo wysusza i podrażnia skórę. Jest ona dodawana tylko po to by zagęścić kosmetyk (z reguły mydło w płynie).

4. „usuwa do 100% łupieżu, zmarszczek, przebarwień itp.” – do 100%, ale ile procent najmniej? Wygląda na to, że przedział wynosi od 0% do 100%, co nie mówi nam zupełnie nic, natomiast każe przypuszczać że znajdziemy się raczej w dolnym przedziale tej skali.

5. „działanie udowodnione badaniami klinicznymi„- tylko gdy się wczytać w to badanie, to okazuje się, że było przeprowadzone na 9 przyjaciółkach Pani dyrektor, w Klinice Piękna i Urody na Cyprze czy innej Korsyce. Na dodatek polegało na samoocenie. Kurcze chciałabym być królikiem doświadczalnym w takich badaniach.

6.”olejek arganowy” -jako nazwa, podczas gdy w składzie jest wyłącznie parafina ze znikomym dodatkiem olejku arganowego.

7. „nawilżające minerały” -kosmetyki mineralne wyprodukowane podobno wyłącznie z minerałów, które podobno nawilżają. Patrząc na skład kosmetyków mineralnych, nie widzę żadnych substancji, które mogłyby nawilżać, więc albo nie nawilżają, albo zawierają coś jeszcze o czym producent nie informuje.