Archiwa tagu: koreańskie oczyszczanie twarzy

Koreańska pielęgnacja i co ja o tym sądzę?

Zauważyłam,  że moje klientki popadają ostatnio w znaczne skrajności. Z jednej strony niesamowicie popularna stała się pielęgnacja urody w stylu koreańskim wraz z bardzo skomplikowanymi rytuałami obejmującymi wieloetapowe oczyszczanie twarzy i nakładanie kolejnych warstw produktów. Z drugiej strony wiele z moich klientek hołduje zasadzie minimalizmu i płyn micelarny oraz krem do twarzy to jedyne kosmetyki pielęgnujące, które mają na półce.  Czy warto więc poświęcać mnóstwo czasu i kupować masę kosmetyków aby stosować koreańskie rytuały ?

Zauważyłam, że wieloetapowe oczyszczanie twarzy stało się bardzo popularne wśród makijażystek –youtuberek czy gwiazd instagrama. Nieszczególnie mnie to dziwi, ponieważ stosują one bardzo ciężki, trwały, wodoodporny makijaż. Jednorazowo taki makijaż nic złego skórze nie zrobi, natomiast już po kilku dniach stosowania zaczynają się pojawiać krostki i wypryski. Ten makijaż zapycha pory a dodatkowo bardzo trudno go zmyć ze skóry, więc intensywne oczyszczanie jak najbardziej ma swoje uzasadnienie. Jeżeli  Wy używacie do makijażu kosmetyków mineralnych, tak jak ja, to możecie nie czuć potrzeby aż tak silnego oczyszczania. Co więcej, tak silne oczyszczanie, na dłuższą metę może podrażniać skórę. Jednak jeżeli macie na sobie zastygający, trwały makijaż, to warto poświęcić więcej czasu na jego usunięcie. Cały koreański rytuał ma wiele etapów:

  1. Zaczyna się od zmycia makijażu oczy i ust za pomocą wacików i olejku lub płynu do demakijażu. Zmycie oczu przed umyciem reszty twarzy ma sens, natomiast zmycie ust nie bardzo. Oczy są bardzo delikatne, więc często musimy zastosować do nich inne kosmetyki niż do reszty twarzy. Musimy poświęcić na nie więcej czasu aby makijaż się rozpuścił i aby udało się go zdjąć bez pocierania skóry . No i aby nam to wszystko nie wpadło do gałki ocznej, konieczna jest większa uwaga. Dlatego warto oczy umyć osobno.  Osobne zmywanie ust jest bez sensu, ponieważ w następnym kroku, całą twarz, również usta i tak będziemy:
  2. Myć olejkiem. Jest to o tyle sensowne, że olejek rozpuszcza zarówno makijaż jak i sebum. Dla suchej, dojrzałej skóry, nałożenie olejku i delikatny masaż twarzy jest niesamowicie kojące i relaksujące. Zwłaszcza jeżeli użyjecie olejku, który lubicie, który jest dobrze tolerowany przez waszą  skórę. Wcale nie musi to być specjalny koreański olejek do mycia, możecie użyć olejku, którego używacie do pielęgnacji twarzy. Ja uwielbiam olejek Marula, bo po nim moja skóra robi się momentalnie miększa i delikatniejsza, znikają zaczerwienienia i podrażnienia. Może to być obojętnie jaki olejek, który lubicie i który was nie podrażnia. Szczerze mówiąc, ten krok uważam za wyłącznie etap przyjemnościowy, relaksujący i niewiele wnoszący do oczyszczania.  Jeżeli bowiem zostawimy olejek czy jego resztki, wraz z rozpuszczonym makijażem na twarzy, to efekt będzie podobny jakbyśmy wcale nie zmywały makijażu. Poza tym żel w następnym kroku i tak zmyje z nas wszelkie zanieczyszczenia. Jedyną ewentualną korzyścią jaką widzę z tego etapu, jest delikatny masaż twarzy, który chcąc nie chąc, wykonasz rozprowadzając olejek. No chyba, że macie na sobie bardzo trwałe, wodoodporne kosmetyki, wówczas ich usunięcie może wymagać również tego etapu.  Olejek nie ma szans zadziałać pielęgnująco, bowiem już w następnym kroku:Koreańskie oczyszczanie twarzy
  3. Zmywamy twarz wodą, żelem lub pianką do demakijażu i zazwyczaj szczoteczką do twarzy. Żel, który zawiera głównie łagodne detergenty doskonale poradzi sobie z makijażem, jak i sebum czy resztkami olejku, pod warunkiem że dacie mu na to chwilę czasu. Nie wystarczy nałożyć, spłukać i już. Trzeba tym żelem chwilę skórę pomasować aby dokładnie usunąć wszelkie zanieczyszczenia. Potem trzeba go dokładnie z twarzy spłukać. Koreanki stosują w tym momencie metodę 100 chluśnięć zimną wodą 🙂 Oczywiście twarz trzeba dokładnie spłukać, ale zimną wodę odradzam. Zimna woda może spowodować, że popękają naczynka, to będzie bardzo trudno naprawić. Najlepsza temperatura wody jest zbliżona do temperatury ciała, co odczuwamy jako lekko ciepłą. Szczotka, myjka silikonowa, myjka z tkaniny ma tu raczej znaczenie jako bardzo delikatny peeling, co zresztą jest zalecane w kolejnym kroku jako:
  4. Codzienny peeling twarzy. Musicie wiedzieć, że koreanki, tak jak inne przedstawicielki żółtej rasy, mają nieco inną skórę niż my w Europie. Grubszą, ciemniejszą, mniej narażoną na podrażnienia i popękane naczynka. Poza tym azjatyckie peelingi do mycia są bardzo, bardzo delikatne. Coś na pograniczu proszku i żelu. Dlatego można stosować je codziennie. Jeżeli wy używacie normalnych peelingów, to odradzam ich codzienne stosowanie. Są zbyt silne. Jeżeli w poprzednim kroku użyłyście szczoteczki do demakijażu czy silikonowego płatka, to jest to wystarczający peeling na codzienne potrzeby.
  5. Nałożenie toniku. Ten krok, choć niepozorny i często pomijany, jest jednak bardzo ważny. Byłam ostatnio w Rossmanie i w całym sklepie znalazłam zaledwie 2 toniki nawilżające ! To oznacza, że klientki przestały ich używać. Nie róbcie tego ! Wróćcie do stosowania toników ! Wasza skóra po demakijażu ma PH zasadowe, bardzo dla niej niekorzystne. Tonik to przywrócenie właściwego PH, pierwsza porcja nawilżenia, usunięcie resztek kosmetyków do demakijażu. Jest konieczny dla zdrowej, pięknej skóry.Maseczki do twarzy
  6.  To kroki podczas których Koreanki nakładają kolejne warstwy kosmetyków pielęgnujących. Są to różnego typu płyny, tzn. esencje oraz serum, maseczki i kremy. Tu mam taką uwagę: kosmetyki pielęgnacyjne w Azji mają bardzo lekką, wodnistą formułę. Azjatki uwielbiają wszelkiego rodzaju toniki, żele, lotiony. Jest to spowodowane inną kulturą, ale także gorącym i parnym klimatem w wielu miejscach. Nikt nie ma ochoty na ciężki krem w temperaturze +35 oC i wilgotności 90 %. W związku z tym aby dostarczyć skórze składniki w odpowiedniej ilości, oraz stworzyć na niej ochronną warstewkę, muszą nałożyć sporo produktów. Nakładanie kilku cieniutkich warstw sprawia, że wchłaniają się nawet w warunkach, w których normalnie wszystko spływa z twarzy. Jeżeli będziecie próbować tego z naszymi europejskimi kosmetykami, jest spora szansa, że ją zanadto obciążycie i pojawią się wypryski. Natomiast warto skopiować od Koreanek sposób nakładania kremów, czyli klepanie twarzy. Wklepywanie poprawia mikrokrążenie, działa jak masaż, pomaga kosmetykom lepiej się wchłonąć. Działa też jak relaksujący masaż, jest bardzo przyjemne.
  7. Ostatnim krokiem jest nałożenie kremu przeciwsłonecznego i Koreanki stosują bardzo wysokie filtry SPF. Azjatki mają wielki kompleks ciemnej skóry i wszystkie chciałyby się jak najbardziej wybielić. My choć mamy cery jasne z natury i często chciałybyśmy je przyciemnić, to jednak powinnyśmy stosować filtry przeciwsłoneczne, ponieważ jest to najskuteczniejsza pielęgnacja przeciwstarzeniowa. Co prawda w Polsce nie ma  tak dużego nasłonecznienia, często wręcz słońca nam brakuje. Bo choć nadmiar słońca niszczy skórę, to jednak trochę jest nam również potrzebne dla zdrowia. Dlatego moim zdaniem, tak jak we wszystkim, również w pielęgnacji przeciwsłonecznej nie warto przesadzać w żadną stronę. W okresie od października do marca jest tak mało słońca i jest ono tak nisko, że wystarczy nam filtr SPF 15-20. Taką ochronę daje zwykły podkład mineralny. Oczywiście jeżeli jedziesz na narty, stosujesz kurację kwasami czy retinolem- koniecznie musisz zastosować większe filtry. Od kwietnia do września, warto wzmocnić tą ochronę wyższym filtrem SPF 30 czy nawet SPF 50 w zależności od rodzaju skóry i długości przebywania na słońcu. Koreanki na punkcie jasnej cery mają wręcz fobie: nakładają filtry przeciwsłoneczne co kilka godzin, montują w samochodach i domach szyby całkowicie odbijające światło, czas na plaży spędzają w kominiarkach… Przy takim postępowaniu nam groziłby bardzo poważny deficyt witaminy D, ale właśni ochrona przeciwsłoneczna jest jednym z tych czynników, które pozwalają im zachować długo piękną skórę. Drugim czynnikiem jest…. gruba podskórna tkanka tłuszczowa, która zanika z wiekiem i powoduje opadanie skóry. Im grubsza ta tkanka, tym więcej zostanie jej na stare lata. Przemyśl tą sprawę, jeżeli jesteś po czterdziestce i ciągle masz rozmiar XS 😉

Podsumowując: w kosmetyce nie zawsze działa reguła,że im więcej tym lepiej. Jeżeli twoja skóra jest promienna, gładka, elastyczna, nie masz wyprysków, przebarwień. Jeżeli nie jest ściągnięta, podrażniona, nie piecze, nie swędzi, czyli słowem : jest Ci w niej dobrze, to znaczy że twoja pielęgnacja jest jak najbardziej w porządku i nie potrzebujesz nic zmieniać. Jeżeli  jednak nie jest do końca idealnie, może warto zainspirować się rytuałami koreańskimi?